Reviews
This page is currently under construction
Review from Poligraf Publishing House
Read more
Sny czy lustra, czyli do czego służą światy wyobrażone
Przeczucie graniczące z pewnością mówi, że w fantasy większość czytelników szuka świata, który zna z codzienności. Tyle że nie od podszewki, więc chciałoby go wywrócić na drugą stronę, i tak poznać do ostatka. Jest też grupa fanów, która zmyślenie traktuje jak kategorię olimpijską: im dalej od rzeczywistości, tym lepiej. Niektórzy autorzy godzą te oczekiwania. Wtedy powstaje powieść, a w niedalekiej przyszłości cykl, który warto polecić wszystkim, nie tylko miłośnikom literatury spod znaku rozszalałej wyobraźni.
Nie trzeba znać żadnego podręcznika z teorii literatury, żeby wiedzieć, że fantasy to w pierwszym rzędzie żelazna dyscyplina. Światy stworzone bez planu, ale i bez celu, gmatwają się i plączą pod nogami czytelnika, nie pozwalając mu pójść dalej w fabularnej przygodzie. Przykłady takich niedoróbek znajdziecie w każdym serwisie czytelniczym. U Ireny Wilk beyond the last world rozciąga się jednak widok wyjątkowo jednolity i spójny. W każdnym z wcześniejszych zresztą czytelnik też poczuje sie dopieszczony liczbą szczegółów i fabularnych wygibasów. Na lekcji polskiego powiedzielibyśmy, że świat przedstawiony jest tu pełny i dopracowany. Skoro jednak mowa o książce spoza listy lektur, warto dodać, że jest to również popis erudycji kogoś, kto na fantasy ostrzył metaforyczne pisarskie pióro. Konwencje? Owszem, jest ich sporo. Sposoby ich połączenia i przełamania za to mają charakter więcej niż oryginalny. Czytało się, oj czytało. Dobre pisanie to zawsze efekt wnikliwego czytania innych.
Podróżowania nigdy dosyć. Choćby na jawie
Kiedy Filia Ferensē znjaduje – no, niech tak będzie – pamiętnik swojej matki, nie wie jeszcze, dokąd zaprowadzi ją ten postępek. Z tej recenzji też się tego nie dowiecie, szkoda byłoby chyba przeszkadzać w samodzielnej eksploracji feeri światów Ireny Wilk, dość jednak powiedzieć, że podróż będzie długa, iskrząca się przygodami, i w efekcie okaże się walką o odzyskanie tożsamości. I pamięci, nie tylko o sobie. Za każdą nową bramą, która prawie nigdy bramą nie jest, mieści się element rzeczywistości przebranej za sen, a z nich układa się wreszcie prawda o tym, kim jest główna bohaterka. Bo na pewno nie osobą, za którą się uważała.
Kluczem do rozwiązania zagadki jest odkrywanie wydarzeń z przeszłości, ale równocześnie kolejne miejsca cały czas ujawniają swą zwodniczą oniryczną naturę, przez którą dotarcie do celu bywa utrudnione. Autorka z wielką swobodą korzysta w powiści z uznanych toposów literackich, jak sceny balu i przygotowań do niego, niby ograne, ale przecież bogate w znaczenie i nawiązania. Bal zresztą odbywa się tu na co najmniej kilku poziomach rzeczywistości i nierzeczywistości. Kręcą się i wibrują nie tylko tancerze.
Z życia, nie z papieru
Niezrównana jest wyobraźnia twórczyni przy wymyślaniu imion i nazwisk bohaterów. Ich wyliczenie – a są fantastyczne tak jako element tego rodzaju literatury, jak również jako osobne dzieła sztuki językowej – zajęłoby pewnie całą recenzję. Dość jednak powiedzieć, że za każdym kryje się pełnokrwista – nawet gdyby wyszło, że to nie do końca człowiek – postać, z paletą cech charakteru, wyrazistą osobowością i niezapomnianymi rysami. Bohaterowie to mocna strona tej książki. Wiele debiutom współczesnym zarzuca się papierowość postaci, ich nieautentyczność albo przynajmniej porzucenie na etapie jednego elementu. Są niewyraźni, jak przed zażyciem leku w pewnej reklamie. Tu każda jest przemyślana, potrzebna, a do tego wierna jakiejś idei, która tkwi w umyśle autorki, a w powieści znajduje odzwierciedlenie.
Filia „podróżuje” w towarzystwie przyjaciółek i tak oto – w zasadzie to jest tego więcej – trafia na półkę z literaturą młodzieżową, choć z dojrzałością i wyrazistością young adult. Dziewczyny, jako się rzekło, mają niespotykane imiona, ale przede wszystkim niezłe charakterki. Paczki przyjaciółek, które wkraczają w świat magii czy snu, znamy dobrze i nieźle się nam kojarzą. Tytułów wymieniać nie ma potrzeby, zaznaczmy więc tylko, że wszystkie te popularne magic besties mają kolejne rywalki. Historia jest rozpisana tak, aby każda z nich miała udział w czynie, do którego musi dojść, ale też przez każdą pojawiają się kolejne perypetie. Krążymy po labiryncie również przez to, że to nie są pionki na literackiej szachownicy, ale bohaterki majace swoje zdanie, nawyki i humory.
Może dramat?
Żadna książka fantasy nie może być dobra, jeśli nie wyściubia okładek i fabuły poza schemat gatunku. Tak jak siła kryminału tkwi w szerokim horyzoncie społecznym, tak o rozmachu powieści z tej półki świadczą – obok szeregu nawiązań do literatury jak najwyższej, ale to zostało już zauważone – osobiste dramaty i psychologiczna wiarygodność.
Uporządkujmy to, o czym już była trochę mowa. Zarówno główna bohaterka, jak i wiele innych to osoby, które nie mogą być pewne ani własnej pozycji, ani nawet tożsamości. Zmagają się, szukają, próbują. Niektóre muszą udawać kogoś, kim nie są, by wpasować się w społeczność i zachować wysoką pozycję; inne z dezynwolturą traktują wspólnotowe oceny, ale jednak nie przestają eksplorować siebie. Są nałogowcy, a kiedy przeniesiemy się do światów ze snu, pojawią się osoby chwilowe, niedokończone, zapętlone w jednym geście czy scenie. Realizmowi zawdzięcza książka wiarygodność sytuacji i spójność charakterów, fantastyce – możliwość przedstawienia ludzkich dramatów tożsamościowych jako serii wizji ukazujących fragmentaryczność tak doświadczenia, jak i świadomości samych siebie.
Recenzje nie zdradzają zakońćzenia książki, ale w tym wypadku chodzi też o to, że świat stworzony w powieści zdaje się wcale nie kończyć. Kołem się toczy i w kolistej formule obraca kolejnymi pokrętłami jakby bez końca. Jak bywa we śnie. wchodzisz na własną odpowiedzialność, bo potem możesz już się nie wydostać. Na szczęście będzie więcej, bo to tylko element cyklu.
Adam Sokół
Irena Wilk, Sen to rzeczywistość, a koszmar nie istnieje, z cyklu (tom 1): Za ostatnim światem, Poligraf, Brzezia Łąka 2025.

